Test Suunto Race: it is a man’s watch! Moja opinia i test wideo.

Suunto Race to zegarek, który towarzyszył mi przez ponad dwa miesiące i muszę przyznać, że dawno nie miałem zegarka, który dałby mi tyle radochy, co ten. Najzabawniejsze jest to, że to sprzęt dość niszowy (marka ma sportowe korzenie i nie poszła – jak choćby Garmin – w szeroki wachlarz ofertowy) i to jest chyba jego największą bolączką, bo zasługuje na większą popularność.

Suunto Race / fot. OffTech
Suunto Race / fot. OffTech

Dlaczego tak uważam? No cóż, składa się na to kilka czynników i będą one z zupełnie innych bajek:

  • przede wszystkim konsumenckie marki, głównie Huawei, mocno podniosły ceny inteligentnych zegarków i nagle okazało się, że za 1,5 tys. zł nie poszalejemy – a jakiś czas temu wydanie ponad 1000 zł na sprzęt od „takich” producentów wydawał się kosmosem,
  • Suunto kojarzy się bardziej z zegarkami multisportowymi, niż smartwatchami, a romans marki z WearOS-em nie wyszedł zbyt dobrze (korzystałem z 7ki przed wiele miesięcy i choć uwielbiałem ten zegarek, to bateria doprowadzała mnie w nim do szału) – Garmin ze swoim systemem wybrnął z tego zadania lepiej,
  • no właśnie – Garmin! dla wielu osób to marka numer jeden, jeżeli chodzi o smartwatche z górnej półki dla sportowców i outdoorowców, a to jest sytuacja trudna do przeskoczenia przez mniejszych zawodników, jak Suunto czy choćby Polar (zobacz test Polar Vantage M2).

Jednym słowem smartwatche ogólnie podrożały, a wśród tych bardziej zaawansowanych prym w zakresie popularności wiedzie Garmin (recenzja Garmin Epix 2). Przez moje ręce przewinęło się sporo modeli tej marki i choć nie jestem jej wybitnym fanem, to zdaję sobie sprawę, dlaczego Garmin radzi sobie tak dobrze.

Suunto Race / fot. OffTech
Suunto Race / fot. OffTech

Przede wszystkim ma potężny wybór modeli (od opasek, przez eleganckie wersje dla Pań po wybitnie męskie sikory za grubo ponad 5 tys. zł), obsługuje płatności NFC i cieszy niezwykle rozbudowaną analityką sportową i zdrowotną.

A Suunto? W testowanej wersji będzie to dość specyficzny zegarek „środka”: znajdziemy tu Wi-Fi, wielozakresowy GPS, mapy offline, multum sportów do monitorowania, rozbudowane pomiary z HRV, mocną obudowę i pięknego AMOLEDa, ale brakuje wspomnianych płatności, możliwości samodzielnego odtwarzania muzyki czy sklepu z aplikacjami.

O ile jesteście w stanie przeboleć te braki – albo zwyczajnie (tak jak ja) ich nie potrzebujecie, to Suunto Race będzie jednym z pewniaków w kategorii inteligentnych zegarków multisportowych do 2000 zł!

Aha – od razu dodam, że ten tekst będzie raczej uzupełnieniem do pełnej recenzji Suunto Race na YouTube, gdzie szczegółowo omówiłem i zaprezentowałem możliwości tego modelu.

Jeśli zamiast czytać wolicie oglądać, zapraszam Was do filmu w podsumowaniu.

Suunto Race: specyfikacja

Suunto Race / fot. OffTech
Suunto Race / fot. OffTech
  • Wymiary: 49 x 49 x 13,3 mm
  • Waga: 83 g
  • Materiał pierścienia (ramki): stal nierdzewna
  • Materiał szkiełka: kryształ szafirowy
  • Materiał koperty: poliamid wzmocniony włóknem szklanym
  • Materiał paska: silikon
  • Wyświetlacz: 1,43″ AMOLED, 466 x 466 px
  • Czujniki: akcelerometr, wysokościomierz barometryczny, barometr, kompas, pulsoksymetr, pulsometr, termometr
  • Funkcje: alarm, alarm wibracyjny, budzik, kalendarz, mapy offline i nawigacja, prognoza pogody, stoper, timer, powiadomienia ze smartwatcha, monitorowanie snu, sterowanie muzyką ze smartfona
  • Ponad 90 rodzajów monitorowanych sportów wraz z personalnymi ustawieniami
  • Funkcje sportowe: krokomierz, pomiar spalonych kalorii, monitorowanie tętna, plany treningowe, pomiary dystansu, prędkości, wydajności i obciążenia organizmu
  • Czas pracy według producenta: do 40 godzin w trybie GPS, do 26 dni normalnego użytkowania
  • Wodoszczelność 10 ATM
  • W opakowaniu: Suunto Race, kabel do ładowania, drukowana dokumentacja użytkownika

Suunto Race wygląda kapitalnie, a materiały i wykończenie są bezbłędne

Suunto Race / fot. OffTech
Suunto Race / fot. OffTech

Sprzęt otrzymujemy w efektownym opakowaniu, podkreślającym aspiracje marki do wyższej półki. O ile sam zegarek prezentuje się w nim jak dzieło sztuki, tak zawiodła mnie dołączona ładowarka.

Niestety, została ona wyposażona w dość słaby magnes, niezbyt długi przewód i zwykłe piny, w które musimy trafić, aby uzupełniać energię akumulatorka smartwatcha – uważam, że za te pieniądze powinniśmy otrzymywać ładowarkę indukcyjną.

OK, pomarudziłem na akcesorium, czas przejść do głównego bohaterka testu, a ten jest naprawdę imponujący. Suunto Race to sprzęt dla dużych chłopców i to całkiem dosłownie – zegarek ma kopertę o średnicy 49 mm, a jego wysokość to nieco ponad 13 mm! W połączeniu z szafirowym szkłem, stalową obramówką i wysokiej jakości tworzywami sztucznymi urządzenie wygląda jak mały czołg, wyróżnia się na nadgarstku i czuć jego wagę. Dla mnie to świetne połączenie!

Suunto Race / fot. OffTech
Suunto Race / fot. OffTech

Do obsługi zegarka wykorzystujemy dotykowy wyświetlacz (dopieszczony i jasny AMOLED) oraz dwa przyciski i umieszczoną pomiędzy nimi cyfrową koronkę. Przyciski są świetnie osadzone, mają wyraźny skok i sprężystą reakcję, a wciskana koronka działa bardzo sprawnie i daje sporo radochy z użytkowania – jej pracę wspierają przyjemne wibracje. Jedyne, do czego bym się tu przyczepił, to delikatne opóźnienia reakcji wyświetlacza na jej obrót – no, ale to raczej kwestia systemu, niż samego „pokrętła”.

Całości dopełnia pasek, który również muszę pochwalić: jest gruby, mięsisty, nie uczula, a dziurkowanie na całej powierzchni sprawia, że dobrze odprowadza ciepło i pot. Zapięcie jest metalowe i solidnie wykonane, a ciekawym zabiegiem jest zastosowanie bolca zamiast szlufki trzymającej pasek tak, żeby nie odstawał po zapięciu. Wygląda to fajnie i działa OK.

Co potrafi Suunto Race, czyli nie samym sportem człowiek żyje!

Suunto Race to smartwatch o wybitnie sportowych korzeniach i osoby, które szukają wsparcia tego typu sprzętów w treningach czy przygotowaniu do zawodów na pewno będą potrafiły wykorzystać jego potencjał.

Ale zanim przejdziemy do możliwości sportowych tego modelu przewrotnie zacznę od tych możliwości, które zainteresują też „normalsów”, szukających nietypowego zegarka na co dzień.

Na pierwszy plan wysuwa się tu:

  • świetny, duży (1,43 cala) AMOLED z jasnością maksymalną na poziomie 1000 nitów,
  • cyfrowa koronka wspomagająca obsługę dotykiem, która pracuje tak, jak spodziewamy się po zegarku premium,
  • szkło szafirowe i stal nierdzewna sprawiają, że zegarek jest odporny na warunki zewnętrzne i uderzenia – do tego producent deklaruje wodoodporność 100 m i możliwość pomiaru głębokości do 10 m,
  • świetna bateria, zapewniająca tydzień pracy z włączonymi wszystkimi funkcjami i codziennym treningiem oraz do 40 h monitorowania sportu na zewnątrz z włączonym GPS i wszystkimi pomiarami,
  • mapy offline, obsługujące nawigację po trasie czy szlak powrotny, wsparcie outdoorowe w postaci prognozy pogody czy zintegrowanego wysokościomierza GPS i barometrycznego,
  • monitoring snu, sterowanie muzyką, obsługa widżetów, powiadomień.

Jak widzicie, zegarek potrafi naprawdę sporo, a jeszcze nie przyjrzeliśmy się jego sportowym kompetencjom! Race jest zorientowany na wiele trybów sportowych i kompleksowe przygotowanie swojego właściciela do wysiłku fizycznego i rozwoju wydajności.

Urządzenie poza monitorowaniem „zwykłej” aktywności (np. licznik kroków, kalorii, tempo spalania kalorii podczas codziennych czynności czy śledzenie minimalnego tętna) wzorem Garmina wspomaga nas w regeneracji, prezentując dzienny poziom zasobów energii, stan obciążenia treningiem i regeneracji czy pomiar HRV.

Outdoorowy rodowód marki świetnie wspiera aktywności na zewnątrz. Suunto obsługuje wszystkie 5 popularnych systemów nawigacji (GPS, GLONASS, GALILEO, QZSS, BEIDOU) i może równocześnie korzystać aż z 4 z nich. Możemy wskazać poziom jakości pomiaru sygnału GPS (najlepszy, dobry, OK, niski), ale pamiętajmy, że jeśli zależy nam na jak najdłuższym czasie pracy sprzętu, to nie celujmy w najwyższy wybór.

Suunto Race / fot. OffTech
Suunto Race / fot. OffTech

Race obsługuje mapy terenowe satelitarne, terenowe i topograficzne dzięki serwisom Mapbox, Google Maps i Android. Mapy pobieramy bezpośrednio przez Wi-Fi na zegarek, wskazując w aplikacji interesujące nas obszary.

Urządzenie obsługuje trening interwałowe; pomiar tętna (w tym możliwość sparowania z zewnętrznym czujnikiem tętna!) z wykresami w czasie rzeczywistym; pomiar SpO2 i progu mleczanowego; radzi sobie z liczeniem odległości na podstawie GPS bądź pomiaru kadencji; wskazuje czas regeneracji, jakiego potrzebujemy po zakończonej sesji treningowej, a do tego niestraszne są mu sporty związane z pływaniem, jazdą na rowerze, bieganiem i obsługuje niemal 100 trybów sportowych.

Jak Suunto Race radzi sobie ze sportem?

Wiemy już, że Suunto żadnego sportu się nie boi – ale jak wypada w praktyce, kiedy zestawimy wyniki jego pomiarów z wynikami zarejestrowanymi przez kultowy pas na klatkę piersiową Polar H10?

Uchylam rąbka tajemnicy już teraz: w przypadku sportów o dość jednoznacznie rosnącym/opadającym tętnie jest WZORCOWO, w przypadku interwałów – przeciętnie. Użyłem wersalików nieprzypadkowo – zobaczcie na poniższych screenach, gdzie porównuję te sam bieg na bieżni, który zarejestrował Suunto i Polar.

Suunto Race vs Polar H10: bieg na bieżni

Bieżnia Suunto Polar
Max. tętno 153 ud/min  153 ud/min
Śr. tętno 133 ud/min  133 ud/min
Spalone kalorie 229 kcal  229 kcal

Jak widzicie, jest to ta nieczęsta sytuacja, kiedy oba urządzenia wskazały identyczne (!) wyniki pomiarów! Oczywiście analityka prezentowana przez leciwego już H10 jest bardzo uboga, ale nikt nie podważy jego talentu do śledzenia tętna 🙂

Suunto Race vs Polar H10: trening siłowy

Trening siłowy Suunto Polar
Max. tętno 126 ud/min  148 ud/min
Śr. tętno 94 ud/min  102 ud/min
Spalone kalorie 313 kcal  449 kcal

W przypadku treningu siłowego, gdzie mamy błyskawicznie rosnące i spadające po serii tętno, Suunto Race wypadło przeciętnie i wykazuje bolączki większości zegarków, opartych na nadgarstkowym pomiarze tętna.

Ale …

Jeśli zależy nam na jakości pomiarów w takich sytuacjach, a Suunto wpadło nam w oko, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby sparować zegarek po BT z pasem na klatkę.

Marsz na zewnątrz: jakość GPS i analizowane dane

Jak widzicie na powyższych screenach z apki, urządzenie radzi sobie na ogół bardzo dobrze z rysowaniem pokonanej ścieżki na mapie – nie zdarzyło się ani razu, aby „wyprowadził” mnie gdzieś na jezdnię, choć jeśli przyjrzycie się środkowej fotce, to podczas jednego z okrążeń budynku udało mi się przeniknąć do jego wnętrza 😉

Nie są to jednak na tyle poważne odchylenia, żeby załamywać nad nimi ręce (czy raczej nadgarstki) i moim zdaniem Suunto wyśmienicie sprawdza się jako kompan kartografa. Przegląd zapisanego marszu na zewnątrz wraz z animacją mapki zobaczycie w recenzji sprzętu na YouTube – przypominam o linku w podsumowaniu.

Aha – jeśli dotąd nie mieliście do czynienia z mapkami w smartwatchu, to dopowiem, że Suunto wyświetla szczegóły otoczenia i dynamicznie obraca mapę zgodnie z kompasem, do tego pozwala dodawać własne punkty z różnorodnymi oznaczeniami itp., ale nie jest w stanie samodzielnie nawigować! Co to oznacza? Otóż aby podążać za wskazówkami i liniami ścieżki do pokonania na wyświetlaczu, najpierw musimy ją zaimportować na pokład urządzenia (plik GPX).

Czy warto kupić Suunto Race?

Suunto Race / fot. OffTech
Suunto Race / fot. OffTech

Suunto Race – mimo kilku braków, które znajdziecie poniżej – to bardzo ciekawy zegarek nie tylko dla sportowców, który wprowadza sporo zamieszania do segmentu urządzeń wycenionych na około 2 tys. zł. To przede wszystkim mistrzowsko zaprojektowane i ponadczasowe urządzenie, świetnie prezentujące się na męskim nadgarstku i wyglądające bardziej „premium” niż niektóre modele Garmina.

Oczywiście mamy tu do czynienia z multisportowym kombajnem, który oferuje różnorodne analizy treningowe w zależności od wybranego sportu, kontroluje stan energii i wypoczynku użytkownika (coś na kształt Body Battery Garmina), przy określaniu regeneracji bierze pod uwagę zaawansowane odczyty – przede wszystkim zmienność tętna (HRV), potrafi zaskoczyć dokładnością porannego raportu i pomiarów w czasie wysiłków, a w mapach na jego wyświetlaczu dosłownie można się zakochać (mam na myśli ich dokładność, precyzję obsługi i możliwości interakcji).

Dla mnie to zegarek, który zaoferował świetny design rodem z Suunto 7, ale postawił na kompromis w zakresie bateria-możliwości. Owszem, nie znajdziemy tu płatności, aplikacji i możliwości odsłuchu muzyki z zegarka, ale za to mamy wysokiej jakości wsparcie sportowe i outdoorowe, które jest „z prawdziwego zdarzenia”.

W moim przypadku Suunto Race okazał się strzałem w 10-tkę: sprzęt może pochwalić się wybitnie męskim designem, mocarną obudową (to jeden z nielicznych zegarków, które po kilku tygodniach na moim nadgarstku mogą niemal udawać nówkę!) i solidną baterią, rozbudowanymi funkcjami monitoringu aktywności i snu oraz wzorcowymi mapami.

I tak po przeciętnym Suunto 9 czy uwielbianą przeze mnie przez pryzmat syndromu sztokholmskiego 7ką mogę powiedzieć wprost: na takie Suunto czekałem!

Suunto Race: zalety

  • kapitalny design i jakość wykonania, wysoki komfort użytkowania mimo wagi i rozmiarów a do tego odporność na uderzenia,
  • świetny ekran AMOLED z dobrą ochroną przed zarysowaniami, soczystymi kolorami i wysoką jasnością,
  • rozbudowana analityka aktywności i snu, blisko 100 treningów do monitorowania, na ogół bardzo dobre pomiary,
  • analiza zmienności rytmu pracy serca (HRV) rodem z najlepszej konkurencji,
  • świetna aplikacja – dużo możliwości, ale podanych bardzo przystępnie,
  • dobry czas pracy – tydzień bez ładowarki to norma,
  • bardzo dobry GPS i mapy offline!
  • możliwość sparowania z dodatkowymi akcesoriami, jak choćby pas na klatkę piersiową,
  • możliwość personalizacji treningów i wyświetlacza zegarka w czasie treningu,
  • opcje wspomagania treningu poprzez treningu strukturalne i analitykę wypoczynku,
  • dobry stosunek cena-jakość,

Suunto Race: wady

  • przy interwałach pomiar tętna nie wychwytuje szybkich zmian pulsu,
  • przydałby się sklep z aplikacjami – choćby coś w stylu Garmina,
  • znów ten Garmin, czyli już wiecie – dajcie też NFC,
  • na koniec prośba o ładowarkę bez pinów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NAJNOWSZE