Zabójcze aplikacje: recenzja niezwykłej książki nie tylko dla geeków!

Zabójcze aplikacje
Zabójcze aplikacje / fot. Wyd. Czarne

Są tacy autorzy, którzy potrafią tchnąć magię we wszystko, czego tkną. Tak jest właśnie z najnowszą książką Michała R. Wiśniewskiego, bo Zabójcze aplikacje. Jak smartfony zmieniły nasz świat to z jednej strony osobista, nostalgiczna podróż w świat pierwszych telefonów komórkowych, serwisów internetowych czy nowych dróg uczestnictwa w kulturze, a z drugiej przegląd faktów, rozwiązań i technologii oraz … sporo pytań socjologiczno-filozoficznych, które uświadamiają nam, jak bardzo zmieniliśmy siebie (zmieniono nas?) i świat w ciągu ostatnich kilku dekad. 

Co najciekawsze, Wiśniewski przychodzi do nas z całym arsenałem, który pomoże opanować pozorny chaos cyfrowej rzeczywistości! Jeśli spodziewasz się tak modnego narzekania na upadek wszystkiego, to nie są właściwe drzwi 😉 

Zabójcze aplikacje: co to właściwie znaczy?

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym, że nadciąga nowa książka Michała R. Wiśniewskiego, pomyślałem – a jakże! – stereotypem: „kolejny tytuł o tym, dlaczego technologia jest zła”. Nic z tych rzeczy, bo jej autor daleki jest od jakichkolwiek generalizacji tego rodzaju, a sam tytuł związany jest z kapitalną grą słów, opartą na zbieżności:

  • zabójczych aplikacji – czyli takich, które są tak ważne dla użytkownika, że jest gotów kupić dla nich cały sprzęt,
  • zabójczych aplikacji, więc tych, które są dla człowieka z różnych przyczyn niebezpieczne (uzależniają, odciągają od obowiązków, narażają na straty finansowe itp). 

Wiśniewski wspaniale gra tymi skojarzeniami i zabiera nas w fascynującą podróż w zmierzch XX wieku, kiedy rodziła się telefonia mobilna. Jeśli myślisz, że to typowa książka dla geeka, to nic z tych rzeczy! W tej opowieści nowe technologie czy poszczególne modele telefonów są oczywiście jednymi z bohaterów, ale ta obecność jest dopiero pretekstem do pokazania, co ich rozpowszechnienie zrobiło z nami, czyli użytkownikami gadżetów!

Takie podejście jest odświeżające i sprawia, że chwilami mamy wrażenie obcowania z lekturą zgrabnie balansującą na pograniczu popularnego poradnika, socjologii, psychologii, ekonomii, a dopiero gdzieś na szarym końcu majaczy nam twarde jądro z półprzewodników i mikroprocesorów. 

Zabójcze aplikacje recenzja książki, która zaskakuje na każdym kroku

Dawno nie miałem w ręku tak zgrabnie napisanej książki, która łączyłaby pasję opowiadania o tym, co zwykle niepostrzeżenie wypełnia naszą codzienność, z umiejętnością osadzania tych historii w szerszym kontekście, wskazującym na naszą obecną kondycję. To w ogóle niesamowita kwestia, jak bardzo detale związane z obsługą smartfonów wydają się nam oczywiste i jak mocno weszły nam w krew nawyki związane z wykonywaniem gestów na ekranach, używaniem emotikon czy korzystaniem z różnego rodzaju aplikacji. 

Wiśniewski sięga do źródeł i wskazuje nam przełomowe momenty w rozwoju technologii mobilnych, z których ogromna część to zasługa … Apple! Taki sposób przedstawiania innowacji tłumaczy czarno na białym, skąd supremacja marki z logo nadgryzionego jabłuszka i musze przyznać (a piszę to z perspektywy osoby, która na co dzień korzysta z telefonu pracującego na Androidzie), że jest to niezwykle przekonujące. W zasadzie można mieć wrażenie, jakby to Apple zainicjowało taki sposób korzystania z komórki, jaki towarzyszy nam do dziś! 

Pokaż mi swój smartfon, a powiem Ci, kim jesteś

Z tą marką związany jest też kolejny temat, jaki przewija się przez „Zabójcze aplikacje”, czyli powiązanie producenta i modelu smartfona z naszymi wyobrażeniami na temat jego użytkownika. Niezwykłe jest to, jak szybko telefon komórkowy stał się symbolem statusu społecznego i muszę się przyznać do pewnej kwestii, którą celnie punktuje omawiana publikacja. Otóż miałem wrażenie, że powiazanie smartfona z użytkownikiem na zasadzie '”ma nowego Iphone, więc jest bogolem, który musi mieć w domu TV na całą ścianę i spore oszczędności”, to wymysł ostatniej dekady.

Wiśniewski skutecznie wyprowadził mnie z błędu, bo już pierwsze telefony komórkowe windowały ich użytkowników z automatu do roli biznesmenów! Pali licho, że taki telefon kosztował krocie – równie kosztowne było jego użytkowanie, bo kiedyś płaciło się za rozmowy wychodzące i UWAGA przychodzące! Dodajmy do tego trudności w zakupie samej usługi (wyobrażacie sobie, że podpisując abonament trzeba było wykazać swoje dochody – no bo przecież operator musi mieć skąd czerpać ewentualne pokrycie zadłużenia!) a okaże się, że od początku istnienia telefonia mobilna była rozwiązaniem dla finansowych elit (bądź osób, którym zależało na tym, by móc się pod nie podszywać). 

Książka to wspaniała podróż w całkiem niedawną, a brzmiącą niczym faktografia narodzin patefonu historię telefonów komórkowych, które – zwłaszcza w Polsce – początkowo miały więcej wspólnego ze statusem społecznym niż realną funkcją komunikacyjną.

Kapitalne są pytania, jakie pojawiają się niemal na każdej stronie tego tytułu, który czyta się tak, jak wciągający kryminał. Przykładem niech będzie epizod dotyczący historii sukcesu Apple, w którym pojawia się motyw manipulowania opinią publiczną poprzez to, jakiego smartfona używamy. Premier, który na konferencji używa leciwego Iphone 7, żeby pokazać, że jest równym gościem? Było. Pełne gniewu i dezorientacji krzyki o tym, że jakim prawem uchodźcy mają w ręku często kosztowne telefony? Również. 

Orwell czy Huxley? Wybór nie należy do Ciebie, ale jego efekty smakujesz każdego dnia

Wiśniewski nie boi się łączyć rozważań o tym, jak smartfony, emotikony i kultura sms-ów zmieniły nasze „zwykłe” życie z wstrząsającymi prognozami rozpostarcia losów ludzkości pomiędzy wizjami Huxleya i Orwella. Realizacja władzy poprzez system przemocy, zamieniający świat w jeden wielki obóz koncentracyjny?

Niekoniecznie – alternatywna droga, w której elity prowadzą opitą tanią rozrywką, seksem i używkami masę jest na dłuższą metę skuteczniejsza, a przy tym daje wszystkie iluzje, których potrzebujemy, by żyć we względnym komforcie psychofizycznym i poczuciu sklejenia ze światem. 

Nowa „kultura” czy kultura?

Jeśli myślicie, że Zabójcze aplikacje to gorzkie rozliczenie z okrutnym światem nowoczesnych technologii, to nie tędy droga. Wiśniewski patrzy na skok cyfrowy, jaki dokonał się w ostatnich dekadach, z hybrydowej perspektywy kogoś, kto jest uważnym badaczem tej sfery rzeczywistości i ma ku temu odpowiednie narzędzia, a jednocześnie smakoszem, buszującym z lubością w otchłaniach scrollingu, kolejnych generacji smartfonów i nowych serwisów/aplikacji. 

Szukasz więcej inspirujących lektur? Sprawdź Mądrzej, szybciej, lepiej. Sekret efektywności!

Co ciekawe, autor należy do pokolenia, pamiętającego poprzednią, analogową jeszcze erę i na własnej skórze odczuł zmiany, o których zapominamy, traktując współczesny sposób obsługi smartfonów (czy szerzej – ekranów i komputerów) jako coś oczywistego. 

Choć zabrzmi to dziwnie, to wiele razy miałem wrażenie, jakby historie przywoływane w książce dotykały czegoś tak odległego, jak telewizor Rubin czy – niech stracę – odtwarzacz VHS Akai. Tak brzmią choćby opowieści o słowniku T9, który miał ratować pisanie na „tradycyjnej” fizycznej klawiaturze! A wbrew pozorom to nie są echa świata, jaki był sobie pół wieku temu, tylko codzienność początku naszego stulecia!

Dodatkowym bohaterem Zabójczych aplikacji jest ich niemy świadek – czas, który od kilkunastu lat postanowił pędzić w tempie wykładniczym. Wiśniewski rzuca nam może nie kamizelkę ratunkową, ale kilka punktów zaczepienia, które pomogą okiełznać cyfrowy galop. 

Najzabawniejsze jest to, że nie dość, że nie musisz ich łapać, to nawet możesz ich zupełnie nie zauważać! I tak czeka Cię fascynująca podróż w świat pierwszych telefonów, rajd Apple, kres potęgi Nokii, demokratyzację połączeń głosowych i Internetu, gadżetów, które z dzisiejszej perspektywy wywołują uśmiech, a niekiedy – zażenowanie. 

Nie zmienia się nic: to nie aplikacje są zabójcze (a tym bardziej smartfony), ani nawet ich użytkownicy. Coraz większym problemem jest nadążenie za zmianą:

  • nowymi sposobami oglądania (kto by pomyślał, że filmy znajdą się na skraju zainteresowania, a prawdziwe pieniądze wylądują w serialach),
  • słuchania (streaming vs. własna muzyka!),
  • czytania (papier vs. papier elektroniczny czy szerzej, ebooki), 
  • zabijanie nudy (tak, wszyscy o tym wiemy, a dopiero Wiśniewski przygląda się współczesnym metodom na nudę!).

Zabójcze aplikacje. Jak smartfony zmieniły nasz świat to świetna pozycja w biblioteczce (lub na e-półce) nie tylko rasowego geeka, ale też kogoś, kto szuka kompasu do nawigacji po cyfrowej zmianie albo … wciągającej lektury!

Offtechowa rekomendacja przyznana!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here