Zdalnego leczenia ciąg dalszy: rząd rozdaje smartbandy i to dopiero początek!

Choć ruch Ministerstwa Zdrowia budzi sporo kontrowersji, to paradoksalnie jest to naprawdę ciekawy pomysł. Tylko żeby spojrzeć na niego w szerszym kontekście musimy odrzucić na bok osobiste przekonania i sympatie/antypatie polityczne, a to łatwe nie będzie – w końcu jesteśmy w Polsce!

Pilotażowa akcja wykorzystania opasek telemedycznych w POZ: założenia

Na określenie zdalne leczenie czy teleporada większość z nas macha już odruchowo ręką. Nie ma się co oszukiwać – państwowa medycyna, a zwłaszcza poradnie pierwszego kontaktu, narobiła sobie sporo czarnego PR w czasie szalejącego koronawirusa.

Amazfit Band 5 / fot Offtech

Choć najlepiej byłoby wyrzucić pandemiczne miesiące z pamięci, kiedy niechlubnym widokiem były pozamykane i okratowane praktyki lekarzy rodzinnych, a jednocześnie pełną parą działała prywatna opieka medyczna, to jednak u sporej części pacjentów pozostawiły one niezbyt przyjemne wspomnienia.

Oczywiście w przypadku podstawowych i niezagrażających życiu dolegliwości teleporada może realnie pomóc i pozostawić miejsce dla bardziej potrzebujących pacjentów, ale w pozostałych albo mniej oczywistych potrafiła przynosić różne rezultaty (wiem, to eufemizm…).

Ale gdyby takie teleporady były wspierane przez dane zbierane przez nasz smartband, a lekarz mógł w dedykowanym systemie podejrzeć je w formie zestawienia tętna, temperatury czy liczby kroków, miałoby to jakiś sens, prawda?

No właśnie! Oczywiście sprawa byłaby ułatwiona, gdyby zamiast „opasek telemedycznych” (to określenie jest używane permanentnie w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 19 lipca 2021 r. w sprawie programu pilotażowego w zakresie wykorzystania opasek telemedycznych w podstawowej opiece zdrowotnej) rozdać pacjentom Fibita czy Apple z możliwością EKG, ale mierzmy siły na zamiary!

Rozporządzenie łączy:

  • opaskę telemedyczną – narzędzie służące do stałego pomiaru parametrów życiowych pacjenta oraz zapewniające możliwość zdalnego ich monitorowania,
  • platformę DOM, umożliwiającą przekazywanie przez realizatorów programu pilotażowego danych niezbędnych do jego ewaluacji;
  • teleporadę – to akurat nie wymaga wyjaśnienia 😉

Opaski dostana udokumentowani ozdrowieńcy i będą korzystać z nich przez 3 miesiące, a lekarz – dzięki cyfrowej platformie – będzie miał dostęp do zebranych danych.

I tu właśnie pojawia się kilka zgrzytów

Opaska telemedyczna czyli co?

Amazon Halo Band / fot. Amazon

Podstawowym problemem, jaki rzuca się się w oczy, jest brak sprecyzowania w rozporządzeniu danych, jakie ma zbierać opaska! W praktyce możemy wyobrazić sobie sytuację, że urządzenia będą najtańszym sortem chińskich smartbandów, które na papierze zmierzą wszystko, łącznie z ciśnieniem krwi, a w realu nadadzą się jedynie do wiarygodnego odczytu godziny.

Żeby było zabawniej, to MZ przeznacza na jedną opaskę około 1500 zł, co jest kwotą zaskakującą dla kogoś, kto ma choćby podstawową orientację w cenach takich urządzeń – dość przypomnieć, że taki Band 5 (test Amazfit Band 5) czy Band 6 (test Huawei Band 6) potrafią poza tętnem, jakością snu, ilością kroków mierzyć także natlenienie krwi i kosztują od 100 zł (Amazfit) do nieco ponad 200 zł (Huawei).

Za 1500 zł można kupić już naprawdę sensowne smartwatche, takie jak Fitbit z pomiarem EKG i temperatury ciała – ale coś mi mówi, że grupa kontrolna niekoniecznie dostanie coś tego pokroju.

Opaski telemedyczne w przyszłości będą obowiązkowe?

Amazfit Band 5 / fot. Offtech

Z punktu widzenia służby zdrowia, a nawet ubezpieczycieli, idealną sytuacją byłaby taka, w której wszyscy nosimy zunifikowane wearables, pozwalające w mgnieniu oka prześledzić różnego rodzaju wskaźniki.

A jaki byłby to raj dla Big Data! W zasadzie można by bawić się w przewidywanie przyszłości każdego człowieka, dysponując tak potężnymi danymi z długiego odcinka czasu, które zahaczałyby o bliskich każdego z nas. Wyobraźcie sobie ten ogrom danych i krąg powiązań, mówiących jaki tryb życia jest nam realnie bliski i jakie choroby pojawiały się w rodzinie.

Brzmi jak wizja z Czarnego Lustra – ale jeśli włączymy zdroworozsądkową wizję świata, może okazać się, że to całkiem dobry pomysł.

Idziemy do lekarza, on sprawdza zmiany naszego ciśnienia, tętna, temperatury, aktywności fizycznej i jakości snu (a kto wie, czy za chwilę nie doliczymy do tego pomiaru cukru, a później na przykład poszczególnych hormonów?) i zna podstawowy stan organizmu, mogący pomóc mu wybrać konkretne badania specjalistyczne.

Oszczędność czasu, środków, mniej błędów, szybsza reakcja – takie czynniki potrafią już zabrzmieć kusząco, prawda?

Tylko że mam wrażenie, że zanim wearables staną się tak dokładne, to przestana nimi być i będziemy je nosić nie na nadgarstku, ale na przykład pod skórą.

A Wy co sądzicie o pomyśle Ministerstwa Zdrowia? Dobra strona badań czy stracone pieniądze?

Źródło Źródło 2

1 KOMENTARZ

  1. Według mnie pomysł jest tak samo ciekawy, co kontrowersyjny. Po pierwsze nie mamy pewności co do skuteczności i wiarygodności pomiarów czegoś, co kosztuje aż 1500 zł.(!) a jak czytamy w rozporządzeniu jest wersją pilotażową czyli testową. Za taką kwotę można kupić już świetny smartwatch, bo cena popularnych i najeżonych funkcjami opasek fitness to, tak jak piszesz, 100-200 zł. Po drugie w rozporządzeniu dużo mówi się o grupie docelowej, która zostanie wyposażona w te opaski, natomiast nie znalazłam informacji, co takiego świetnego ma w sobie to urządzenie, co uzasadniałoby taką cenę, a także jakie dane będą gromadzone, w jaki sposób i jak przetwarzane. Po trzecie nie ma też informacji dotyczących samego narzędzia, a jak czytamy „Rozporządzenie określa program pilotażowy w zakresie wykorzystania opasek telemedycznych w podstawowej opiece zdrowotnej”, ja tam zakresu wykorzystania nie dostrzegam. Przypomina mi się znana z dzieciństwa melodia: „Jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzie, świat w którym baśń ta dzieje się…”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NAJNOWSZE