Cover Ostatni Rojst 97: odświeżająca wersja czy odgrzewany kotlet?

Ostatni Rojst 97 / fot. You Tube

Czasem aż chce się zawyć: dlaczego? Z zalewu wspaniałych piosenek z lat 90-tych wybrać przeciętną, a do tego przerobić ją tak, że zatęsknimy za oryginałem… To już wyższa szkoła jazdy!

Rojst 97 – kto wybrał z 1997 roku akurat ten przebój? Bo były lepsze!

1997 rok w pamięci zbiorowej zapisał się jako rok powodzi stulecia. Sięgając do tego okresu i wybierając piosenki, które dobrze będą oddawały nastrój chwili, można było przebierać jak 12-latek w lodach Ekipy schylony nad zamrażalką w Lidlu.

Żebym nie był gołosłowny, garść przykładów z ówczesnych list przebojów:

  • Magma „Aicha”,
  • Budka Suflera „Takie tango”,
  • Kazik „12 groszy”,
  • Anita Lipnicka „I wszystko się może zdarzyć”,
  • Natalia Kukulska „Im więcej ciebie tym mniej”,
  • Varius Manx „Ruchome piaski”,
  • Firebirds „24 zachody słońca”,
  • Myslovitz „Peggy Brown”, „Scenariusz dla moich sąsiadów”
  • Kowalska, Voo Voo „Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie było”,
  • Gawliński „Sid i Nancy”, „Nie stało się nic”,
  • Hey i goście „Moja i Twoja nadzieja”,
  • Perfect „Idźcie do domu”.

Patrzę na to zestawienie, które zebrałem dość przypadkowo spośród utworów pojawiających się przez cały rok na wysokich miejscach list przebojów Trójki/30 ton i widzę kilka perełek, które aż krzyczą o współczesną wersję.

Jeśli miałbym wybrać jeden numer, obstawiłbym poniższy:

Aż żal, że Firebirds przemknęli przez polską scenę muzyczną jak meteor i nie mieli swoich prawdziwych 5 minut, na jaki zasługiwali – a 97 rok był już ostatnim dzwonkiem, kiedy podobne kawałki miały szansę na przebicie się do szerszej publiczności.

Wyobraźnią speców odpowiedzialnych za serial Rojst 97 zawładną jednak inny utwór i muszę przyznać, że odsłuchałem go dziś z prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza w zestawieniu ze współczesną wersją. Edyta Bartosiewicz, w przeciwieństwie do Firebirds, miała swoje nie 5 minut, a 5 miesięcy, podczas których zawładnęła komercyjnymi listami przebojów.

Oryginalny „Ostatni” brzmi specyficznie dla lat 90-tych i przeplata typowe dla tamtych lat zamiłowanie do ekspresji uczuć, eksponowania możliwości wokalnych, przeplatania śpiewu i melorecytacji, zabarwiania ballady szybszym fragmentem.

Brzmi jak przepis na hit? Tak w istocie było! Zresztą posłuchajcie sami:

Nawet po latach głos Bartosiewicz brzmi hipnotyzująco – jej maniera z umiejętnością cudownego zejścia na granicę „cichej chrypki” do dziś pozostaje jedyna w swoim rodzaju.

Wybierając taką piosenkę na warsztat trzeba wiedzieć, co chce się z nią zrobić. Pole do popisu jest szerokie: mamy tu przeplatanie kameralnego połączenia gitara+wokal, partii klawiszy, szybszego przełamania a nawet … solówki!

Niestety, ręce żeńskiego grania sięgają daleko i trio Brodka/Tymek/Urbanski nie wyłamują się z zaklętego kręgu zunifikowanych brzmień współczesnej polskiej muzyki popularnej. No, może poza pierwszymi kilkoma sekundami, kiedy mamy wrażenie, że zamiast żywieckiego grania mamy odgrzanie motywów z serialu „Dark”, ale to tylko delikatna reminiscencja, która będzie kołatała się po naszych głowach do końca utworu.

Troszkę klimatu z „Miasteczka Twin Peaks„, „Dark„, zmieszane z gęstą odsłoną elektropopu i synthpopu oraz krzykliwym refrenem i melodią oryginału to nieco za mało, jak na standardy dobrego coveru.

Ale może na potrzeby telewizji w sam raz?

Miało być dramatycznie, mocno i z przejmującym katharsis, a wyszło tak, że aż chciałby się zanucić wspomniany wyżej kawałek Perfectu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here