A gdyby tak Twoje nowe TWSy miały kształt … tygrysiej głowy?

Tiger&Rose / fot. Tiger&Rose

Uwielbiam Indiegogo i nałogowo wertuję ciekawostki, jakie można tam znaleźć. Najzabawniejsze jest to, że ogromna część totalnie odjechanych pomysłów ma tam tak udane zbiórki, że udaje im się wystartować z regularną sprzedażą. Takim przykładem jest bohater dzisiejszego wpisu, czyli Tiger&Rose: słuchawki TWS o kształcie „łeb od the tiger”!

Tiger&Rose: bezprzewodowe słuchawki dla tych, którzy chcą mieć w uszach coś odjechanego!

Tiger&Rose / fot. Tiger&Rose

Choć wiele modeli słuchawek bezprzewodowych jest podobnych do siebie jak dwie krople wody, co jakiś czas trafiają się modele wymykające się jednoznacznej klasyfikacji. Takim przykładem będzie z pewnością Tiger&Rose, czyli model, którego wizja powstałą podczas afrykańskich podróży założycielki marki.

Choć trudno w to uwierzyć, to mimo wystającej konstrukcji słuchawki świetnie leżą na swoim miejscu. Te zastrzeżenia na starcie wyczuli producenci i na stronie urządzenia znajdziemy kapitalny filmik, na którym modelka radośnie podskakuje, mając Tiger&Rose w uszach – które oczywiście pozostają na swoim miejscu (to ogromna zasługa specjalnych płetw mocujących, które podtrzymują całość w uchu).

Wzór słuchawek jest naprawdę unikatowy, zwłaszcza w zestawieniu z dostępną kolorystyką – patrząc na ten model aż trudno uwierzyć, że podobne wariacje to ciągle tak rzadka sprawa. Podoba mi się przede wszystkim kontrast pomiędzy tradycyjnym wzorem, (nie oszukujmy się, tygrysi łeb to ciągle jeden z ulubionych symboli na różnych grafikach czy tatuażach) a skrajnie nowoczesnym projektem (kanciaste, grubo ciosane, wręcz totemowe rysy zwierzęcia).

W tym modelu zastosowano chip pozwalający na autonomiczną pracę każdej słuchawki (bez układu master-slave),dzięki czemu możemy swobodnie przełączać się między nimi. Stabilność połączenia zapewnia Bluetooth 5.0 i technologia EDR.2.4GHz.

Znajdziemy tu także wodoodporność na poziomie IPX5, dotykowe sterowanie, obsługę asystenta głosowego. Za brzmienie odpowiadają 10 mm przetworniki pokryte grafenem.

Tiger&Rose / fot. Tiger&Rose

Warto podkreślić, że mimo sporych wymiarów udało się zachować niewielką wagę słuchawki – jeden „pąk” waży zaledwie 6 g. Wbudowana bateria pozwala na maksymalnie 4,5 godziny odsłuchu – energię uzupełnimy dzięki etui ładującemu o pojemności 600 mAh (w słuchawce – 40 mAh).

Na stronie produktu na Indiegogo zapłacimy za Tiger&Rose 129$.

Wolelibyście ryzykowny, ale jedyny w swoim rodzaju projekt czy pewniaka w postaci choćby Budsów Pro (test Samsung Galaxy Buds Pro)?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here