Czego nauczyła mnie ośmiornica, czyli Netflix kopalnią nietypowych filmów przyrodniczych

My Octopus Teacher / fot. Netflix

Czego nauczyła mnie ośmiornica (oryg. My octopus teacher) to piękne kino przyrodniczo-podróżnicze. O ile pierwsza część tego określenia nie będzie budziła niczyjego zdziwienia (przyrodnicze, bo ocean i tytułowa bohaterka), to już druga może zaskakiwać. Żeby było zabawniej, uważam, że to specyficznie rozumiana część podróżnicza jest największym atutem tego dokumentu – tym bardziej, że narrator i twórca filmu wcale nie ułatwia nam zadania i pokazuje się jednostronnie, przez co możemy mieć wrażenie, że naszym przewodnikiem jest facet, który życiowy kryzys zastępuję „związkiem” z mięczakiem.

Skąd w ogóle pomysł na film, którego bohaterką miałaby być ośmiornica? Craig Foster, twórca przyrodniczych dokumentów, doszedł w swoim życiu do ściany i potrzebował wytchnienia. Gdy wrócił do nurkowania w wodach niedaleko Kapsztadu (RPA), zaczął baczniej obserwować niewielką ośmiornicę zwyczajną, która szybko przywykła do jego obecności – na tyle, że zaczęła … bawić się kamerą. Dalej poszło już z górki: obserwujemy, jak oswojenie zwierzęcia (a przypominam, że mówimy o wolnożyjącym drapieżniku!) postępuje coraz szybciej, by w końcu ośmiornica pieszczotliwie przyczepiała się do klatki piersiowej lub przedramienia człowieka.

I właśnie tu pojawiły się pierwsze dramaty, przed którymi Foster został postawiony. Podczas jednej z dalszych wypraw, daleko od swojej bezpiecznej kryjówki, ośmiornica zostaje zaatakowana przez rekina. Autor dokumentu uchwycił ten moment na nagraniu i zgadnijcie – ruszył, by ratować swojego mackowatego przyjaciela, czy też skupił się na kręceniu drastycznej akcji?

W tym momencie urwę nawiązania do fabuły filmu i jedynie napomknę, że nie zabraknie tam miejsca na całe spektrum innych emocji. Dwa słowa na temat jakości nagrań: film jest dobrze nakręcony, nie zabrakło tu szerszych, panoramicznych ujęć, choć przez większość filmu obserwujemy z bliska ośmiornicę (jej sposób przemieszczania się jest niesamowity – od pływania przypominającego taniec po dumne kroczenie na dwóch mackach po dnie oceanu!) lub twórcę dokumentu.

Zaskakują w tym obrazie dwie kwestie:

  • to, że Foster potrafi zdobyć się na odrobinę czułości jedynie podczas dywagacji na temat ośmiornicy (a dodam, że w filmie zaczyna nurkować z synem i dziwi brak uwag na jego temat),
  • w pewnym momencie przemknęła mi myśl, że to nie autor filmu oswoił nietypowe zwierzę, ale raczej ośmiornica zdobyła dla siebie cennego sojusznika i żywiciela.

Jeśli lubicie niebanalne kino przyrodnicze, w którym niekoniecznie musimy obserwować parzące się w akompaniamencie głosu sami-wiecie-której-lektorki pszczoły, to warto spróbować: dobre zdjęcia, niezwykła ośmiornica (nie dość, że sprytna, to jeszcze ze zdolnością mimikry), zaskakująca relacja człowiek-dzikie zwierzę.

Film znajdziecie na Netflix.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here