Film

Słudzy diabła (2017): horror sataniczny w świecie islamu

W poszukiwaniu ciekawszych pomysłów na horror filmowy trafiłem na tytułowe dziełko kina rodem z Indonezji, które o dziwo zrobiło na mnie dobre wrażenie.

Zdziwił mnie sam opis filmu, który wypisz wymaluj byłby jednym z wielu horrorów satanicznych, gdyby nie to, że został osadzony w świecie Islamu (!). Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze chętnie podglądam, jak kultury spoza chrześcijańskiego kręgu cywilizacyjnego wyobrażają sobie „tego złego”, zaciekawiony więc przysiadłem do seansu.

Słowem wyjaśnienia: film nie jest wysokoartystyczną perełką ani typowym blockbusterem, to raczej przedstawiciel kina niszowego, które może stać się niezłą gratką dla fana gatunku. Poniżej skupię się na tym, czym „Słudzy” przyciągają oraz na tym, co nie pozwala do końca delektować się seansem.

In plus

  • koloryt lokalny: ciekawy pejzaże indonezyjskiej wsi i miasta, zupełnie odmiennej od tego, do czego przyzwyczaiły nas amerykańskie czy europejskie horrory; mocne zaakcentowanie ubogiej codzienności bohaterów filmu (problemy z bieżącą wodą; stare i zaniedbane domy; osiedla klitek przypominających hotele robotnicze z PRLu; słaby dostęp do mediów itp.
  • odmienne wierzenia religijne: jeśli zdecydujecie się na obejrzenie filmu, zwróćcie uwagę na kapitalną scenę grupowych modłów czy na obrzędową modlitwę jednej z głównych bohaterek, która przebiera się w zwyczajową szatę i odmawia kolejne wersy, skłaniając głowę ku podłodze; interesująco pokazano wiarę miejscowego imama, który nakłania rodzinę, będącą głównym bohaterem filmu, do otworzenia serc w szczerej modlitwie przed Allahem, bo tylko z boskim wsparciem są w stanie wygrać z niszczycielskimi istotami.
  • niebanalna historia, która aż prosi się o szersze wprowadzenie: mamy tu działalność potężnej sekty, praktykującej kult zła; mamy zdesperowane matki, pragnące za wszelką cenę mieć dzieci; mamy spisek, który obejmuje szerokie kręgi społeczne i intymną, rodzinną tajemnicę.
  • klimat, pieczołowicie budowany nieco staromodnymi, ale dobrymi chwytami (oczywiście nie zabrakło typowych jump scenek, ale są one w mniejszości)
  • zwroty akcji: choć karty dość szybko zostają wyłożone na stół i możemy z grubsza orientować się, w czym rzecz, scenarzysta nie oszczędził nam spektakularnej wolty i kilku zmyłek

In minus

  • niestety, nieco dziurawa fabuła i deus ex machina w końcówce filmu: gdyby nie fakt, że po tym zagraniu fabuła posuwa się jeszcze do przodu, nie szczędząc nam otwartego zakończenia, byłby to fatalny finisz, rujnujący budowany przez grubo ponad godzinę klimat nieznanego zagrożenia
  • zbyt wiele luk w opowiedzianej historii i niepewny status moralny ojca rodziny (trudno nam wyrokować, jak mocno zamieszany był w mroczny kult)
  • zakończenie filmu dosłownie rozłażące się w szwach: jak 3/4 fabuły toczyło się nieśpiesznie, wprowadzając nas w funkcjonowanie głównych bohaterów i pokazując relacje między nimi, z czego co jakiś czas wyrywały widza niepokojące sygnały, że „coś tam jest nie tak”, to zakończenie zamienia się w parodię The Walking Dead. Na szczęście samo zwieńczenie filmu, ostatnie jego minuty, pozwoliły na odrobinę entuzjazmu i wiary w umiejętności scenarzystów i reżysera.

Dla kogo?

„Słudzy diabła” to kino gatunkowe: każdy miłośnik horroru odnajdzie się w nim jak ryba w wodzie, bowiem mamy tu sporo schematów i motywów żywcem przejętych z horrorowej klasyki, jednak podanych w egzotycznej scenerii, która broni całość i nadaje filmowi piętno indywidualizmu.

To właśnie głębokie osadzenie w kulturze i codzienności Indonezji są głównym walorem tego tytułu, podobnie jak opowiedziana historia. Oglądając tego typu kino zastanawiam się zawsze, dlaczego takie filmy nie powstają w naszym kraju – filmy, które nie wymagają dużych nakładów na realizację i które opierają się na akcji, którą można by było od biedy odegrać na deskach teatru.

Werdykt: 3.5/6

Similar Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *